Reading Time: 2 minutes

Jak ciekawie podejść do tematu preferencji i jedzenia? Zróbmy projekt!

Najlepszym sposobem na nauczenie czegokolwiek jest spersonalizowanie treści i pozwolenie dzieciakom na odrobinę zabawy, podczas której będą wykonywać zadanie i się uczyć.

Zdobycie materiałów to pestka

Poprosiłam tydzień przed projektem uczniów o wycięcie z gazetek reklamowych (które i tak zawsze zaśmiecają klatki schodowe i skrzynki pocztowe) zdjęć produktów spożywczych, które lubią. Na zajęcia dzieciaki wesoło przybyły z kopertami i koszulkami wypełnionymi mnóstwem jedzonka.

Etapy projektu

  1. Podział na grupy
  2. Rozdzielanie ról (zgłaszają się ochotnicy do wypisanych wcześniej ról; jeśli nie ma chętnych biorę sama ochotników)
  3. Burza mózgów
  4. Projektowanie
  5. Przyklejanie i podpisywanie
  6. Doszlifowanie pracy (kolory, ozdoby, itp.)

Przydzielanie zadań członkom grupy

Uczniowie w małych grupkach siedzą przy złączonych stolikach. W zależności od ilości obecnych osób, grupy mają po 4-6 osób. Czasem pozwalam im się dobrać samodzielnie, niekiedy jednak robię odliczanie do 4,5,6,7 (zależy, ile grup mamy mieć).

Dzieciaki dostają konkretne role. Są ‘przyklejacze’, moderator dyskusji grupowej, ‘pytacz’, ‘rozwiązywacz’ problemów, pisarze i w zależności od potrzeb wielu innych.

Ciekawą rolą jest ‘pytacz’ (asker). Jest to jedyna osoba, która może chodzić po klasie podczas trwania projektu. Jej zadaniem jest pytanie nauczyciela jak się pisze jedzenie, którego nie znają. Oczywiście na tablicy pojawi się mnóstwo wyrazów i dla pierwszoklasistów może być to skomplikowane zadanie, żeby zapamiętać, a potem ponownie odszukać upragniony wyraz. Dlatego właśnie ułatwiam im zadanie, rysując miniaturki jedzonek obok wyrazów. Pomaga to dzieciakom znaleźć słowo, ale również umożliwia im to szybszą naukę nowych słów.

Przebieg

Pierwszym zadaniem jest burza mózgów i dyskusja, które produkty mają się znaleźć po stronie ‘I like…’, a które po ‘I don’t like…’. I tu moderator i ‘rozwiązywacz’ są niezbędni. To oni wspólnie przejmują kontrolę nad dyskusją w grupie i ja nie ingeruję w przebieg tej narady. Oczywiście jestem w sali i na wypadek niechcianych rękoczynów muszę zareagować. (I to nie jest wyolbrzymienie! Dzieciaki tak bardzo broniły swoich argumentów, że zaczęły w ruch iść pięści…☹)

Staram się dawać im ograniczoną ilość czasu na poszczególne etapy pracy. Chcę, żeby przy okazji takiej lekcji mieli możliwość obserwowania upływu czasu i lepszej organizacji pracy w zespole.

Na tablicy wieszam zegar i rysuję, jak wskazówka będzie tu, to kończymy dyskusję, a jak tam to kończymy przyklejanie i podpisujemy. Jeśli akurat w mojej klasie jest tablica multimedialna lub projektor, używam zegarów elektronicznych, np. tego.

Ciekawszym sposobem odmierzania czasu jest skorzystanie z pomocy klepsydry, płonącego knota czy innych cudów ze strony internetowej online-stopwatch.com. Zazwyczaj te atrakcje zostawiam na sam koniec, jak daję 2 minuty na dopracowanie/dopieszczenie/odpicowanie projektu.

Po wszystkim prace podpisane przez wszystkich członków trafiają w zaszczytne miejsce na korytarzu szkolnym, gdzie są pokazywane i doceniane przez innych oraz rodziców.

 

Nie takie krótkie, ale proste zadanie, zajmuje całą lekcję. Warto jednak poświęcić czas, żeby zaobserwować, jak rówieśnicy ze sobą współpracują i odnoszą się do siebie. Nawet jak uważasz, że znasz swoje dzieciaki, podczas takiej pracy mogą cię niejednokrotnie zaskoczyć 😊

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj